Nic nie widziałem, nie słyszałem, nie powiedziałem. Czego nie usłyszysz od krytyka pomysłów?

Strona główna >> Kreatywność >> Nic nie widziałem, nie słyszałem, nie powiedziałem. Czego nie usłyszysz od krytyka pomysłów?

Kategorie

Kreatywność

Komunikacja w biznesie

Design Thinking

Budowanie zespołu


BĄDŹ NA BIEŻĄCO:




Tagi

frogs-1274769_1920

Dzisiaj część druga podsumowująca pracę kreatywną naszych ekspertów i fascynatów

tematem kreatywności innowacji.

Poniżej znajdziesz tekst, który opisuje tylko jeden pomysł, ze wszystkich wygenerowanych w trakcie naszej sesji 12 maja. Jest to jednak temat na tyle ważny w kontekście pracy kreatywnej, że postanowiłem poświęcić mu cały artykuł. Miłej lektury!


Brak oceny – nauka sposobu prowadzenie

efektywnej sesji kreatywnej

Chyba wszyscy zgodzimy się, że dzieci to jedne z najbardziej twórczych istot żyjących na naszej planecie. Codziennie wpadają na dziesiątki pomysłów, zmian, usprawnień i ulepszeń. Improwizowana bajka? Nie ma problemu. Linijka z długopisem jako samolot – do zrobienia! Lalka Barbie jako główny bohater – płatny morderca kina akcji? Oczywiście, że można… I gdy tak myślisz o dzieciakach to nie zadajesz sobie czasem pytania: co się z nami, dorosłymi stało? Przecież my też kiedyś mieliśmy pięć lat i byliśmy zdolni do wymyślania i wcielania w życie swoich koncepcji.

Gdybym miał wskazać jedną, najważniejszą rzecz, którą dzieciaki wspierają

swoją kreatywność a dorośli o tym zapomnieli to byłoby to odraczanie oceny pomysłów.

Zapytasz: a konkretnie? Przeprowadź szybki eksperyment myślowy (lub w rzeczywistości, jeśli pod ręką masz akurat 5, 6 lub 7-latka): jako rodzic zadajesz pytanie dziecku – co chciałbyś / chciałabyś dostać w prezencie na urodziny? Jakiej spodziewasz się odpowiedzi? Z mojego doświadczenia odpowiedzi wyglądają następująco: samochód zdalnie sterowany… albo rower… albo grę… itd. Pada przynajmniej kilka (często –naście) pomysłów. Potem przychodzi czas weryfikacji i pada pytanie: no to teraz wybierz jeden. A jak ta sama sytuacja wygląda u większości dorosłych?

Co chcesz dostać w prezencie na urodziny? Hmm… może jakąś książkę? A w głowie pada pytanie: tylko kiedy Ty znajdziesz czas, by ją przeczytać? A może jakąś płytę? A w głowie słyszysz: rano, jadąc samochodem i tak wolisz mieć chwilę ciszy dla siebie. No to może jakiś wypad do spa? A w głowie słyszysz: tak, już widzę jak zgramy razem terminy… Widzisz różnicę?



Dlaczego „dorosłe podejście” do oceny pomysłów nie przyniesie dobrych efektów?
Dzieciaki generując pomysły nie zastanawiają się nad ich oryginalnością, jakością, trafnością, itp. Nie weryfikują pomysłów na początku – po prostu je wymyślają. Następnie gdy przychodzi czas podjęcia decyzji – mając już wygenerowanych co najmniej kilka pomysłów – weryfikują co będzie najlepszym rozwiązaniem. My dorośli zamiast trzymać się tego „dziecęcego sposobu” w pewnym momencie stwierdziliśmy, że lepiej będzie oceniać pomysły od razu po ich wymyśleniu. A niestety takie podejście nie działa dobrze z dwóch powodów:

  1. Psychicznie nie jesteśmy w stanie się na tyle dobrze zdystansować od swoich pomysłów, by bez obawy poddać je ocenie. Gdy nasz pomysł jest oceniany my czujemy się oceniani. Lubisz jak ktoś Cię ocenia? To jeszcze wyobraź sobie, że w tej sytuacji masz generować dużo pomysłów i dzielić się nimi otwarcie bez filtrowania czegokolwiek, co przyjdzie Ci do głowy. W obecności współpracowników albo szefa. Życzę powodzenia…
  2. Jak wygląda ocena pomysłu zaraz po jego wymyśleniu? Wracając do prezentów: książka… nie, bo nie mam czasu. Płyta… nie, bo nie mam gdzie tego słuchać. Samochód… nie, bo nie mam wystarczającej ilości pieniędzy. I tak dalej. I teraz zadaj sobie pytanie: czy wszystkie pomysły, które w danej sytuacji wygenerujesz oceniasz wedle tych samych kryteriów? Bo jeśli w ocenie każdego pomysłu przeważa coś innego, to w jaki sposób możesz faktycznie stwierdzić, który z tych pomysłów jest najlepszy? Logika by podpowiadała, że każdy pomysł powinniśmy oceniać według tych samych kryteriów. Co w standardowym, „dorosłym” podejściu nie występuje.



W naszym „dorosłym” podejściu do oceny pomysłów są więc dwie, poważne dziury, którymi umyka motywacja, chęć i energia do generowania nowych, niestandardowych pomysłów w trakcie spotkań, które tylko z nazwy są burzą mózgów. Wyobraź sobie, że na takie spotkanie zapraszasz kilkoro 7-8 latków, który mają Ci pomóc w wymyśleniu nowych, oryginalnych pomysłów. Jak zaczną się dzielić swoimi pomysłami to oceniaj po kolei każdy jak leci (zatrzymując co chwila proces twórczy). Jak myślisz, jak długo wytrzymają taką atmosferę i będą dalej generować pomysły? A po takim doświadczeniu będą chcieli angażować się w kolejne takie spotkania? To teraz popatrz przez pryzmat swoich doświadczeń z „typowymi burzami mózgów” i zastanów się: czy to dziwne, że dorośli niechętnie dzielą się swoimi pomysłami? Przecież jako dzieciaki, nastolatki, studenci, młodzi specjaliści doświadczyli takiej oceny (a często nawet krytyki) wiele razy. Czy to dziwne, że Tobie brakuje czasami nowych pomysłów? Posłuchaj swojego wewnętrznego krytyka jak Cię „wspiera” w wymyślaniu nowych pomysłów: to nie ma sensu, to nie wyjdzie, za dużo z tym pracy, za długo trzeba czekać na wyniki, ktoś już to na pewno zrobił, szef się na pewno na to nie zgodzi…

Tak wygląda często nasza rzeczywistość. To jest punkt wyjścia dla większości zespołów, działów, organizacji, które chcą budować klimat dla kreatywności i wspierać ją w codziennej pracy. Co z tym zrobić? Zanim przejdziesz do czytania kolejnej części zapraszam Cię do obejrzenia krótkiego 3 minutowego filmu – KLIKNIJ TUTAJ.



Krok pierwszy: odroczenie oceny pomysłów.

Gdy wiemy już jaki mamy stan wyjściowy (A) oraz jakich oczekujemy efektów

(kreatywnych pomysłów w dużej ilości)

(Z) to co będzie pierwszym krokiem na drodze z A do Z? Odroczenie oceny.

Gdybyśmy realizowali 150 pomysłów na to, jak w zakorkowany dzień dotrzeć do pracy to jest duże prawdopodobieństwo, że dojechalibyśmy znacznie później niż wybierając standardową trasę akceptując znacznie dłuższy czas przejazdu. Ocena sama w sobie jest więc potrzebna – w końcu to, na czym nam najbardziej zależy to ten jeden, oryginalny pomysł w danym momencie. Ocena pomysłów nie jest złem koniecznym – jest wartością, która pomaga przekuć efekt pracy twórczej (dużą liczbę, różnorodnych i oryginalnych pomysłów) na jedno – dwa, konkretne rozwiązania do realizacji. Ale uwaga! Najpierw potrzebujemy mieć te efekty – dużo pomysłów – zanim przejdziemy do ich oceny. Wniosek nasuwa się sam: najpierw dajmy sobie czas na wygenerowanie dużej liczby pomysłów nie zważając na ich jakość, oryginalność, trafność, realność, adekwatność, dopasowanie, po czym dopiero po zakończeniu procesu generowania przejdźmy do ich oceny. Po prostu odraczanie oceny pomysłów.



Jest potrzebny czas na generowanie pomysłów.



Jest właściwy czas na ocenę pomysłów.



Zastosowanie praktyczne – jak odraczać ocenę pomysłów:

  1. Siadając do pracy twórczej – samodzielnie lub z zespołem – jasno ustal zasady pracy: dajemy sobie 25 min. na generowanie pomysłów na następnie 25 min. na ich ocenę. Jasno wytyczone ramy to to, co Kłapouchy lubi najbardziej. Tygrysek najbardziej lubi generowanie pomysłów.
  2. Kryteria oceny pomysłów wybieraj / określaj dopiero po zakończeniu procesu generowania. Czy tego chcesz czy nie, jeśli mamy od początku jasno określone kryteria będą one siedziały w głowie jako arsenał dla krytyka. UWAGA: to nie zwalnia Cię z określenia precyzyjnego celu / kierunku do generowania pomysłów.
  3. Pilnuj zachowań nieświadomych – ocena i krytyka to zachowania nawykowe, wyuczone u większości dorosłych. Oznacza to, że często nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że właśnie to robimy. Zorganizuj sobie jakiś dzwonek, piszczałkę, lub inne narzędzie, którym dźwiękowo możesz kogoś przywołać do porządku. To będzie sygnał zwracający uwagę na to, że ktoś ocenia pomysły – czego w danej chwili robić nie powinien. Ja posługuję się Stefanem – tutaj możesz zobaczyć go jak sprząta.
  4. Pilnuj swojego wewnętrznego krytyka. Wiele razy złapiesz się na myślach: przecież to, co ten koleś mówi w ogóle nie ma sensu; już tego próbowaliśmy i to nie wyszło; to na pewno nie spodoba się naszym klientom. Myśli przychodzą i odchodzą – pamiętaj, by tych oceniających nie werbalizować w trakcie sesji kreatywnej. Przygryź język, otrąb się Stefanem, wypuść tę myśl i nie zastanawiaj się nad wartością tego pomysłu. Gdy zatrzymasz ten pierwszy odruch i skupisz się na generowaniu pomysłów zobaczysz, że gdy przejdziesz do etapu oceny pomysłów Twoje wątpliwości będą konstruktywne – bardziej merytoryczne, wskazujące konkretne problemy do rozwiązania w realizacji pomysłu.
  5. Określ zasady pracy kreatywnej w zespole. Albo bądź szaleńcem. Prawdziwa, nieskrępowana twórczość to coś, co rzadko występuje w zespołach zawodowych. Dlaczego? Bo świadomie ją ograniczamy – czegoś nie wypada po prostu powiedzieć. Są pewne granice otwartości, których przekraczać nie powinniśmy. To są stwierdzenia, z którymi absolutnie się nie zgadzam i jednocześnie rozumiem, że kultury organizacyjne i środowiska pracy są różne – są takie miejsca, w których otwarte dzielenie się swoimi przemyśleniami i pomysłami to jak strzelanie sobie w stopę. Dlatego by zwiększyć poziom otwartości i jednocześnie zmniejszyć ryzyko narażenia się na negatywne konsekwencje określ zasady pracy w trakcie sesji kreatywnej:
  6. – dzielimy się otwarcie nawet najgłupszymi pomysłami,
    – dozwolone są szalone koncepcje,
    – pomysł nie świadczy o jego autorze,
    – im bardziej odjechane pomysły tym lepiej.

To tworzy pewną pół-oficjalną konwencję zezwalającą na odrobinę szaleństwa w określonych przez nas ramach. Brzmi jak oksymoron, jednak w bardzo skostniałych strukturach sprawdza się całkiem nieźle.

Ja lubię i testuję jak najczęściej rolę szaleńca-pioniera i w trakcie każdej których

sesji kreatywnej otwarcie mówię o pomysłach

typu rażenie pracowników prądem w celu zwiększenia ich motywacji czy organizacji występów Go Go / Chippendales-ów. Najpierw ludzie patrzą się na mnie jak na kosmitę a gdy zauważają, że dzielę się TAKIMI pomysłami to sami wpadają na naprawdę odjechane idee. Ostatnio świetny pomysł na warsztacie powstał z inspiracji filmem pornograficznym. Tylko by podzielić się pomysłem „zróbmy onboarding-owy film porno” trzeba: być szaleńcem lub mieć dużo odwagi lub mieć grupowe przyzwolenie na takie pomysły.



Teraz może budzić się krytyk. Mogą pojawiać się wątpliwości: no ale jak to – po co mam się dzielić z innymi pomysłem o filmie porno lub rażeniu kogoś prądem? Jak to ma pomóc w rozwiązaniu jakiegoś problemu? Sęk w tym, że nasza kreatywność ma się nijak do bajkowej wizji Pomysłowego Dobromira (coś Ci chwilę skacze po głowie i masz natchnienie – wiem dokładnie co i jak zrobić!). Jabłko spada Ci na głowę i wiesz już dokładnie co i jak. W rzeczywistości prawdziwie oryginalne i innowacyjne pomysły zaczynają się od drobnej inspiracji. Od tego, że jakiś pomysł czy temat siedzi Ci w głowie przez jakiś czas. Dojrzewa.

I tak zaczynasz od inspiracji: zróbmy film porno! Kolejny krok to szlifowanie pomysłu: co zrobić, by był ten pomysł mniej kontrowersyjny? To może zróbmy film erotyczny? Szlifujesz dalej zadając sobie pytanie: a co w tym kontekście jest już akceptowane przez większość ludzi? Kamasutra! I tak zaczynając od filmu porno kończysz na pomyśle przygotowania podręcznika onboarding-owego w konwencji kamasutry. Moim zdaniem rozejdzie się jak świeże bułeczki! ☺
Dużo łatwiej jest odjechany pomysł sprowadzić na ziemię i zrobić z niego rozwiązanie z nutą oryginalności, niż sztampowy pomysł wynieść ponad przeciętne rozwiązania.




Kolejny krok w efektywnym prowadzeniu procesu twórczego to nauczenie się oceniania pomysłów zamiast ich krytyki. To jednak materiał do następnej inspiracji, więc zapraszam za tydzień po kolejną porcję wiedzy ☺

Komentarze

komentarze

Przeczytaj również

Podobało Ci się?

Podziel się wpisem ze znajomymi!

Komentarze